[ Pobierz całość w formacie PDF ]

społeczeństwie. Cabel kładzie jej dłoń na plecach, \eby tłum ich nie rozdzielił i \eby mogli
rozmawiać.
- Niezupełnie - mówi Janie. Mru\y oczy. - A ty? - Te dwa słowa padają z jej ust jak
strzały z karabinu.
Rozlega się dzwonek. Cabel skręca ostro w drzwi i nagle dostrzega wyraz jej twarzy.
Staje jak wryty. Patrzy na nią badawczo spod półprzymkniętych powiek. Janie widzi w jego
oczach zdumienie. Cabel czerwieni się lekko, ale Janie nie bardzo wie dlaczego.
Do klasy wchodzi nauczyciel i zagania ich na miejsca.
Janie patrzy przez ramię na środkowy rząd, dwa miejsca za sobą.
Cabel gapi się na nią, zupełnie zbity z tropu. Kręci z niedowierzaniem głową.
Janie spogląda na tablicę. Ale nie widzi jej. Zastanawia się. Zastanawia się, co, do
cholery, jest z nią nie tak. I co jest nie tak z nim, \e śnią mu się takie rzeczy. Czy on wie? Czy
widział ją w tym śnie?
Godzina 14.00
Na stoliku Janie ląduje kulka z papieru. Janie podskakuje, przestraszona, i zerka na Cabela.
Siedzi rozparty na krześle, bazgrze coś w zeszycie ze stanowczo zbyt niewinną miną.
Janie rozwija kulkę.
Wygładza ją.
 No, mo\e... (?)
Tak jest napisane na kartce.
września 2005, godzina 14.55
O maskę jej samochodu opiera się tyczkowata długowłosa sylwetka Cabela Strumhellera.
Gościa, który widzi potwory i całuje się z nią w jednym i tym samym śnie. Ma mokre włosy.
- Hej - rzuca wesoło Janie. Ona te\ ma mokre włosy.
- Dlaczego mnie unikasz?
Janie wzdycha.
- A unikam? - Wie, \e to brzmi fałszywie.
Cabel nie odpowiada.
Janie wsiada do samochodu.
Zapala silnik.
Wyje\d\a z miejsca parkingowego.
Cabel stoi, gdzie stał, i patrzy. Ze skrzy\owanymi na piersiach rękami. Ma zatroskaną
minę.
Janie opuszcza szybę.
- Wsiadaj. Teraz ju\ spózniłeś się na autobus.
Wyraz jego twarzy się nie zmienia.
Nie rusza się z miejsca.
Janie waha się jeszcze przez minutę.
Cabel robi w tył zwrot i rusza w stronę domu.
Janie patrzy za nim, wzdycha z irytacją i wciska gaz do dechy. Jej opony piszczą na
zakręcie. Idiota.
10 pazdziernika 2005, godzina 4.57
Na cienkim skrawku papieru, w zaciszu własnego snu, Janie pisze:
 Unikam cię.
Muszę.
Przez to, co o tobie wiem .
Potem zapala zapałkę, zgniata kartkę i spala ją na popiół. Zwęglone resztki
kurczą się i wiatr unosi je nad ulicą, nad ogródkami, do jego domu. On depcze je,
idąc do gimbusa. Popiół jest delikatniejszy ni\ kruche jesienne liście, które gromadzą
się wokół naro\ników schodka przed jego domem. Pod cię\arem jego buta popiół się
rozpada. Połyka go wiatr. I ju\ go nie ma.
Godzina 7.15
Janie się budzi. Spózni się do szkoły. Mruga.
Nigdy wcześniej nic jej się nie śniło - a przynajmniej nie pamięta.
Zawsze ogląda tylko cudze sny.
Zniąc własne, przynajmniej jest wyspana.
Daje swoim prostym ciemnoblond włosom porządną nauczkę za pomocą mokrego
grzebienia, myje zęby z prędkością światła, wtyka dwa dolary do kieszeni d\insów, w dzikim
pośpiechu szukając kluczy. Le\ą na kuchennym stole. Janie łapie je i mówi  cześć mamie,
która w koszuli nocnej stoi przy zlewie i je ciastko z kremem, gapiąc się tępo przez okno.
- Jestem ju\ spózniona - mówi Janie.
Mama nie odpowiada.
Janie trzaska drzwiami, ale nie ze złości. Z pośpiechu. Wsiada do Ethel i pędzi do
szkoły. Kiedy rozlega się dzwonek, jest dziesięć długich kroków od sali angielskiego,
podobnie jak połowa klasy. Przemyka cichutko na swoje miejsce na samym końcu, w
pierwszym rzędzie od drzwi, niezauwa\ona przez nikogo z wyjątkiem Carrie, która posyła jej
zaspany uśmiech. Ukradkiem wyjmuje pracę domową z matmy, gdy nauczyciel truje o
zbli\ającej się wycieczce trzecich klas do Stratfordu.
Widzi przed sobą plecy Cabela. Czuje nagłą ochotę, \eby dotknąć jego włosów.
Gdyby mogła go dosięgnąć, mo\e by to zrobiła. Kręci głową, zdumiona tym pomysłem. Jest
zupełnie zdezorientowana, jeśli chodzi o uczucia wobec niego. To raczej dziwaczne ni\ miłe
wiedzieć, \e on o niej śni. Szczególnie \e w tym samym śnie jest okropnym
człowiekopotworem. Janie przyznaje w duchu, \e mo\e nawet trochę się go boi.
I teraz wie, gdzie on mieszka.
Zaledwie dwie przecznice od niej.
W małym domku przy ulicy Waverly.
- Wasze przydziały pokoi - brzęczy pan Purcell, wymachując nad głową plikiem
\arówiaście \ółtych kartek, co wygląda, jakby z jego czupryny wystrzeliły nagle promienie
słońca. Podaje po garści kartek pierwszym osobom z ka\dego rzędu. - Nie wolno się
zamieniać, więc nawet nie próbujcie.
Janie podnosi wzrok. Salę wypełniają chichoty i jęki. Chłopak przed nią nie odwraca
się, by podać jej kartkę. Rzuca ją przez ramię. Ale kartka podfruwa i zje\d\a z gładkiego la-
minatu stolika, zanim Janie udaje się ją złapać. Zmiga nad podłogą i ląduje pod butem Cabela
Strumhellera. On kopie ją w stronę Janie, nawet nie patrząc. Jego włosy kołyszą się lekko
wokół ramion.
Zgodnie z listą Janie trafia do pokoju z trzema bogatymi snobkami z północnego
Fieldridge: Melindą Jeffers, która jej nie cierpi, z psiapsiółką Melindy, Shay Wilder, która
nienawidzi jej z definicji, i z kapitanką babskiej dru\yny piłki no\nej, Savannah Jackson,
która udaje, \e Janie nie istnieje. Janie jęczy w duchu. Będzie musiała wyspać się w
autobusie, podczas jazdy.
Ale jest ciekawa, czy po tylu latach Melinda wcią\ śni o Carrie z megabalonami.
HURRA, KANADA
HURRA, KANADA
14 pazdziernika 2005, godzina 3.30
Janie spotyka się z Carrie na jej podjezdzie, pod czarnym niebem. Na powitanie posyłają [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl