[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Ich oczy spotkały się.
- Co się stało? - zapytał ze zdziwionym uśmiechem.
RS
- Nic - mruknęła i rzuciła prześcieradło do kosza.
Idiotka! Otrząsnęła się, by przestać się na niego gapić.
- To bardzo miło ze strony Eleonory...
- A więc pojedziesz?
Do diabła! Czyżby wpadła we własne sidła?
- Nie powinnam. Właśnie oddzieliłam cielęta od krów,
są we własnej zagrodzie. Trzeba je nadzorować przez kilka
tygodni...
- Piper, to tylko weekend! Zostawisz im w żłobach
więcej odżywki białkowej i świetnie sobie poradzą.
- Chyba tak - zgodziła się i zlustrowała go czujnie.
- Ale przyrzekasz, że nie będziesz rozkazywał facetom,
żeby ze mną tańczyli?
Roześmiał się głośno. Ostatnio jego śmiech przeszywał
jej całe ciało bolesnym dreszczem.
- Obiecuję, będę się zachowywał bez zarzutu. To co,
mogę załatwiać rezerwację?
RS
Poryw wiatru przykleił ostatnią sztukę bielizny do jej
twarzy. Piper powoli zdejmowała prześcieradło.
- Muszę to przemyśleć. Najpierw porozmawiam
z dziadkiem.
Michael Delaney długo przyglądał się przez kuchenne
okno dwóm postaciom miÄ™dzy sznurami bielizny. W koÅ„­
cu odwróciÅ‚ siÄ™ do Roya, który wÅ‚aÅ›nie wpadÅ‚ na popoÅ‚ud­
niowÄ… herbatkÄ™.
- Wszystko idzie dobrze, stary - rzuciÅ‚ wesoÅ‚o, pusz­
czajÄ…c do kompana oko.
- Co takiego? - Roy spojrzaÅ‚ w okno, by znalezć po­
wód tej radości.
RS
- Piper i Gabe są coraz bardziej nieszczęśliwi,
Roy podrapał się po łysinie.
- Powiadasz, że to dobrze?
- Znakomicie! - rozpromienił się Michael. Wrócił do
stołu, gdzie czekał już imbryk i dwa kubki. - Tak to już
jest. Gdyby tylko jedno z nich byÅ‚o nieszczęśliwe, mieli­
byÅ›my problem. Skoro jednak oboje wyglÄ…dajÄ… tak żaÅ‚oÅ›­
nie, trzeba się cieszyć!
- Nie Å‚apiÄ™ - westchnÄ…Å‚ Roy, patrzÄ…c na Michaela z tak
intensywnym zdumieniem, że prawie dostał zeza.
Michael usiadł i rozlał do kubków mocną herbatę.
- Chłopie, byłeś kiedyś zakochany?
Roy prychnął i usiadł szybko.
- Nie pamiętam.
PrzysunÄ…Å‚ sobie kubek i wsypaÅ‚ doÅ„ dwie Å‚yżeczki cu­
kru. Zamieszał herbatę i chrząknął.
- Faktycznie, raz byłem zakochany. Dawno temu.
RS
- Ty padalcu! Znamy się tyle lat i nigdy pary z gęby
nie puściłeś!
- No, wiesz... To nie poszło najlepiej. Zresztą, faceci
nie gadajÄ… o takich sprawach.
- Ale pamiętasz, jak się wtedy czułeś?
Roy łyknął herbaty i odstawił kubek, zastanawiając się
intensywnie.
- Prawie caÅ‚y czas byÅ‚em cholernie przerażony - od­
powiedział z nieśmiałym uśmiechem.
- O to mi chodzi! - wykrzyknął Michael. - Pamiętam,
jak poznałem moją Mary, Panie świeć nad jej duszą. Boże!
Dała mi niezle w kość! Te katusze! I nerwy, a czy zechce,
a co pomyśli. Ta pewność, że życie bez niej nie byłoby
RS
warte funta kłaków.
Roy spojrzał w kierunku okna.
- Mówisz, że o to właśnie tam chodzi?
- Coś w tym rodzaju, stary - potwierdził Michael
i upiÅ‚ spory Å‚yk herbaty. - Ale tych dwoje ma z tym wiÄ™k­
szy problem, bo znajÄ… siÄ™ tak dobrze.
Roy westchnÄ…Å‚.
- Znowu nie kumam, Mick. To bez sensu.
- Ja to widzÄ™ tak: Piper jest dla Gabe'a dziewczynkÄ…
z sÄ…siedztwa, a on dla niej kimÅ› w rodzaju starszego brata,
którego zna od urodzenia.
- No dobra. I co z tego?
- Chodzi o to, że ostatnio spojrzeli na siebie inaczej,
ale pogubili się w tym. Zupełnie nie rozumieją, co się
między nimi dzieje.
- Ale myślisz, że są naprawdę zakochani?
Trzasnęły drzwi i do kuchni wpadła Piper z koszem
RS
bielizny. Twarz miała bladą i wymizerowaną. Spojrzała na
nich niewidzÄ…cym wzrokiem.
- Nalać ci herbaty, kochanie? - spytał Michael.
Przeszła bez słowa przez kuchnię i po chwili zniknęła
w korytarzu.
- A gdzie Gabe? Zajrzy na herbatÄ™?! - krzyknÄ…Å‚ za niÄ…
dziadek.
Cofnęła się w okamgnieniu.
- Co mówiłeś o Gabie? - zapytała.
Michael spojrzał porozumiewawczo na Roya.
- Czy Gabe przyłączy się do nas? - spytał ponownie.
- Nie pomyÅ›laÅ‚am o tym - odrzekÅ‚a zimno. - Nie za­
prosiłam go, a teraz już za pózno, pojechał do domu.
RS
Ponownie wyszÅ‚a z kuchni. Roy popatrzyÅ‚ za niÄ… z na­
mysÅ‚em. NachyliÅ‚ siÄ™ nad stoÅ‚em i ujÄ…Å‚ kubek w pomarsz­
czone dłonie.
- Tobie zależy, żeby oni się zeszli, prawda?
- Tak, stary - potwierdził Michael z rozmarzonym
uśmiechem. - Na niczym na świecie tak bardzo mi nie
zależy... MógÅ‚bym umrzeć spokojny, gdyby Gabe zaopie­
kował się moją małą dziewczynką.
- A jeÅ›li siÄ™ mylisz, stary gÅ‚upcze? PowarkujÄ… na sie­
bie, a dla ciebie to jest jakiś tajemniczy znak, że są w sobie
zakochani. A może oni oddalili siÄ™ od siebie przez te dzie­
sięć lat?
- Nieprawda! - krzyknÄ…Å‚ chrapliwie Michael.
Nerwowo obrysowywaÅ‚ palcem kwadraty na czerwo­
nym, kraciastym obrusie. SÅ‚owa Roya posiaÅ‚y w jego ser­
cu zwątpienie. Osunął się niżej w krześle.
- Boże, naprawdę myślisz, że mogę się mylić?
RS
Roy znowu podrapał się po łysinie.
- Nie wiem, stary. Może powinienem zamknąć dziób.
Nie znam siÄ™ na romansach.
- Jestem przekonany, że sÄ… sobie przeznaczeni - wy­
szeptał Michael.
Wysączył resztkę herbaty, odstawił kubek i spojrzał na
Roya z przebiegłym błyskiem w oku.
- Tak czy siak, ustaliłem coś ze swoim prawnikiem.
Mam nadzieję, że to im pomoże opamiętać się. Mogę się
tylko modlić, żeby to poskutkowało.
RS
RS
ROZDZIAA ÓSMY
Gabe'a bal nie cieszył.
Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Powinien być
zadowolony. Nie był.
Piper zgodziła się w końcu pojechać z nim do Wattle
Park, co oznaczaÅ‚o, że bÄ™dzie mógÅ‚ czuwać nad jej polo­
RS
waniem na męża.
Wystroiła się na tę okazję: biała suknia, kolczyki
w uszach, rozpuszczone wÅ‚osy, uÅ›miech na twarzy, dziel­
na mina.
Opłaciło się.
CiÄ…gle ktoÅ› jÄ… zapraszaÅ‚ do taÅ„ca, a przez ostatnie czter­
dzieści minut nie wypuszczał z ramion pewien wyjątkowo
przystojny osobnik.
NazywaÅ‚ siÄ™ Charles Kilgour i dziwnym zbiegiem oko­
liczności, takie zbiegi okoliczności zdarzają się w buszu,
był bratem jej szkolnej koleżanki, mieli więc temat do
rozmowy. Prawdę powiedziawszy, i bez tego coś między
nimi zaiskrzyło od pierwszej chwili.
Powinna więc być w siódmym niebie.
Poczciwy Charles miał wszystko, czego człowiek może
chcieć od potencjalnego kandydata na męża: wysoki, wy­
sportowany, jasnowłosy... do tego olśniewająco białe zę-
RS
by, czyste paznokcie i odpowiedni wiek, bo Charles był
mniej więcej dwa lata starszy od Piper. Piper chyba dobrze
czuÅ‚a siÄ™ w jego towarzystwie, pozwalaÅ‚a siÄ™ obejmo­
wać, śmiała się perliście i patrzyła na niego jak na Księcia
z Bajki.
Sęk w tym, że...
Gabe'owi Charles się nie podobał. Przeprowadził małe
prywatne śledztwo, z którego wynikało, że Charles Kil-
gour uwodzi i porzuca, czyli ma dość lekki stosunek do [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl