[ Pobierz całość w formacie PDF ]

okropną drapiącą czapkę, rzuciłam nią o podłogę, po czym to
samo zrobiłam z poliestrowym mundurkiem.
- Tato! - krzyknęłam. - Klientka czeka! - Po czym jak
burza wypadłam ze sklepu.
Kiedy maszerowałam na przystanek autobusowy, czując
na twarzy lipcowe słońce, mówiłam sobie, że wolę już chyba
sprzedawać ciało na Bulwarze Hollywood niż walizki
emerytom i korporacyjnym szczurom. Jessica Bard! %7łyczyłam
jej, żeby się udławiła tą swoją cholerną bułeczką.
Odsunęłam na bok starą gazetę i usiadłam na ławeczce,
czekając na autobus numer 20. Czułam, że zaraz się spiekę,
ale w pobliżu nie było skrawka cienia. To naprawdę
niesprawiedliwe, pomyślałam. Nowy Jork? Nowa walizka?
Jessice Bard wszystko przychodziło tak łatwo. Zdaje się, że
przeprowadziła się też do apartamentu w pobliżu Happerman
& Browning i pewnie co wieczór popijała na tarasie
chardonnay i gratulowała sobie, jaka jest wspaniała. O ile mi
wiadomo, jedyne, czego mimo starań nie zdobyła, to Adam.
Zadurzyła się w nim na drugim roku i chociaż zaliczyli kilka
randek, Adam nie był zainteresowany.
Zapikała mi komórka.
 ma czy ślimak?" - przeczytałam.
O wilku mowa. Pytanie było łatwe.
Zlimak. Zlimaki mają własne domy. Nie muszą mieszkać z
rodzicami.
 Wiewiórka czy szczur?"
Też łatwe, choć wbrew intuicji.
Szczury nie nabierają się na truciznę. To sprytne bestie.
 Kurczak czy kaczka?"
Westchnęłam. Najwcześniejszy autobus miałam za
czterdzieści minut, więc równie dobrze mogłam bawić się
dalej.
 Kurczak". Kurczak przynajmniej ma cholerną pracę.
 Co takiego?"
 Składa jajka!" - odpisałam.
Wtedy telefon zadzwonił i oczywiście to był Adam. Dość
często podczas takiej wymiany SMS - ów zawodziła go
sławna cierpliwość, bo bardzo wolno pisałam.
- Kaczki też składają jajka - zauważył. - Ale słusznie, nie
na taką skalę, jak kury. Po co kurczak przeszedł przez jezdnię?
- %7łeby utopić się w stawie po drugiej stronie? - zapytałam
ponuro.
Adam nacisnął w telefonie jakiś klawisz i zapiszczało mi
głośno w uchu. Robił to za każdym razem, gdy go
zdenerwowałam.
- Bo miał na to ochotę, do diabła. Dlatego.
Wokół mojej kostki owinął się strzęp gazety uniesiony
przez podmuch z zaśmieconego chodnika. Co za bałagan.
- Gadasz jak mój ojciec - powiedziałam, odkopując
gazetę.
- Bardzo spostrzegawcze - stwierdził. - Właśnie
próbowałem się w niego wcielić. Jak mi poszło?
Zaśmiałam się niewesoło.
- Ech! Nie wiem, czy idziesz na to prawo, czy nie, ale nie
próbuj sił w komedii. Chyba nie jesteś gotowy.
- Myślę, że mimo wszystko jestem śmieszny - orzekł
Adam i zagrał nutkę na harmonijce. - Tak czy owak, nie po to
zadzwoniłem. Chciałem ci przypomnieć o przyjęciu jutro
wieczorem - powiedział. - Z okazji zdobycia Bastylii. Na
pewno poprawi ci się nastrój.
Obok mnie na ławce przysiadł facet ubrany tylko w
spandeksowe legginsy i zaczął oglądać sobie włosy na klatce
piersiowej. Odsunęłam się od niego możliwie najdalej.
- Cóż, pogorszyć już się chyba nie może - powiedziałam.
I oczywiście zrobiłam to w złym momencie.
Rozdział 13
Mój escort nadal był w naprawie u taty. Przy czym
naprawa oznaczała oglądanie i grzebanie niewłaściwymi
narzędziami. Starałam się nie opłakiwać go za bardzo.
Pocieszałam się, że kiedyś będę miała lepszy samochód. A
ponieważ ten czas jeszcze nie nadszedł, na przyjęcie miał
mnie zawiezć Adam.
- Jestem głodny - oznajmił, gdy ruszyliśmy z mojego
podjazdu. W swetrze udrapowanym na ramionach wyglądał
jak panienka z dobrego domu. Ale w każdej chwili mógł go
ściągnąć. - A ty?
- Ostatnio zawsze - odpowiedziałam, otwierając okno.
Jego samochód nie miał elektrycznie sterowanych szyb, ale
chyba nie powinnam narzekać. - Jedzenie to teraz moja jedyna
pociecha.
Kazał mi porzucić melodramatyczny ton i zawiózł nas do
swojego ulubionego baru taco, aluminiowej przyczepy w
Studio City. Jezdził tam, od kiedy zrobił prawo jazdy i
zaprzyjaznił się z właścicielami. Popołudniami grywał z ich
synem w kosza.
. - Adam Davies! - przywitał nas mężczyzna w średnim
wieku w poplamionym fartuchu, wycierając do czysta
ogrodowy stół. - Dawno cię nie było.
- Witaj, Luisie - powiedział Adam, wysiadając i podając
mu dłoń. - Miło cię widzieć. Jak się ma Benetta? A Julio?
Mam ochotę na taco.
Luis się uśmiechnął i zanurkował w przerobionej
przyczepie kempingowej.
- Zwietnie, dziękuję. A kim jest twoja ładna przyjaciółka?
Adam otoczył mnie ramieniem.
- Poznaj Ryden. Przyjaznimy się od wieków, ale nie
miałeś dotąd okazji, bo jeszcze miesiąc temu nie lubiła
meksykańskiej kuchni. Czy to nie dziwne? Ale w końcu, po
latach namawiania, udało mi się ją przekonać do' taco. I nagle
jej się odmieniło. Zasmakowały jej enchi - lady, wszystko.
Luis się roześmiał.
- Nawrócona duszyczka! Takie kocham najbardziej. -
Zakrzątnął się przy opiekaczu i wkrótce podał nam cztery
rybne taco. Na ich zapach pociekła mi ślinka.
Adam zapłacił i usiedliśmy na ławie przy ogrodowym
stole. Jedząc, patrzyliśmy na przejeżdżające wolno
samochody. Chłopak powiedział szczerą prawdę - jeszcze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl