[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zdawała
sobie
sprawę,
że
ten
młody
mężczyzna
jest
chodzącą
doskonałością. W niczym nie przypominał Chasa. Odnosił się do niej z
szacunkiem, rozmawiał jak równy z równym. Charles Kuguar pieklił się o
byle co, komenderował nią i zawsze chciał mieć ostatnie słowo. Miles nie
był zdolny do takiej podłości. Wystarczyło na niego spojrzeć, by się o tym
przekonać.
Dlaczego jej anioł stróż pozwolił, by wdała się w romans z Kuguarem?
Czemu nie ostrzegł jej na czas? Zreflektowała się po chwili. Od początku
wiedziała, że igra z losem, ale... pociągało ją ryzyko.
Ponure rozmyślania przerwała jej Mitzie, która podniosła się z wdziękiem,
starannie wygładziła krótką spódnicę na kształtnych biodrach i opadła na
krzesło. Była ogromnie zadowolona, ponieważ na moment skupiła na sobie
uwagę reszty towarzystwa.
Peck opowiedział gościowi Allenów, jak uratował Billowi życie podczas
wojny wietnamskiej. Młody mężczyzna słuchał z wielkim zainteresowaniem.
Pan Allen skwitował wynurzenia towarzysza broni gromkim śmiechem.
Ciekawiła go nieustanna ewolucja tej historii. Amy znowu pomyślała o
Chasie Kuguarze. Jak zareagowałby na przechwałki chełpliwego weterana?
Na pewno zadawałby mu podchwytliwe pytania. Niepostrzeżenie wydobyłby
na jaw prawdę o wydarzeniach sprzed lat. Opowieść Pecka straciłaby cały
blask. Chas nie znosił, by kłamstwo uchodziło komukolwiek na sucho. Jak
mogła go oszukać?
Na pewno znalazł już list i wisiorek z perłą. Boże miłosierny! Nadal miała
na sobie otrzymany w prezencie naszyjnik! Postąpiła jak upadła kobieta.
Zatrzymała upominek. Gdzież ona miała rozum, gdy pisała tamten
idiotyczny list? Chciała się pożegnać z kochankiem! Dobre sobie! W
rezultacie zapomniała o kosztownej perle. Przyzwoita dziewczyna nie
zatrzymałaby tak drogiego klejnotu. Amy to zrobiła!
Nagle przypomniała sobie o wizytówkach Chasa. Postanowiła odesłać
zapomniany wisiorek, nie podając swego adresu. Tak trzeba, pomyślała,
dotykając ukrytego pod sukienką klejnotu. Czy będzie w stanie rozstać się z
tą pamiątką? Po namyśle doszła do wniosku, że może zanieść naszyjnik do
wyceny i zwrócić Chasowi pieniądze. Perła będzie jej przypominała o...
spotkaniu z mężczyzną jej życia.
- Amy, co ty na to? Jesteś amatorką soku pomarańczowego? - wyrwał ją z
zamyślenia uprzejmy głos Milesa. Dziewczyna skinęła głową. Z rosnącym
zniecierpliwieniem przysłuchiwała się rozmowie siedzącego przy basenie
towarzystwa.
- Uwielbiam sok pomarańczowy - pisnęła Mitzie. Goście i gospodarze
popatrzyli z uznaniem na słodkie kobieciątko. Pani Peckerel z wdziękiem
poprawiła opadające ramiączko i zerknęła na Milesa.
- Po szklaneczce soku moje kiszki lepiej pracują - oznajmił jej mąż i
zarechotał rubasznie.
- Popatrzcie na pnącza! Klematis jest w tym roku obsypany kwiatami. -
Cynthia usiłowała zatuszować towarzyską gafę.
Nudne popołudnie ciągnęło się w nieskończoność. Wieczór wcale nie
zapowiadał się ciekawiej. Amy popadła w przygnębienie. Myślami była o
wiele mil od domu. Zerknęła na zegarek. Już po ślubie... przyjęcie weselne
dopiero się zaczęło. Sally i Tad są już małżeństwem. Może Connie i Matt się
pogodzili? W ciągu niespełna trzech dni Amy poznała tyle osób, których
nigdy więcej nie zobaczy. Nie ujrzy nigdy Chasa! Ciekawe, jak potoczy się
życie tego przystojnego mężczyzny.
Zapadał zmierzch. Amy poszła z matką do kuchni, by przygotować
kolację. Zdesperowana Cynthia Allen nie marnowała czasu.
- Gdy milczysz, wydajesz się bardzo interesująca, ale pomóż nieszczęsnej
matce i podczas kolacji podtrzymuj konwersację. Potem możesz się
pogrążyć w otchłani rozpaczy. Jutro też będę potrzebowała twojej pomocy.
Zaprosiliśmy Milesa na sobotę i niedzielę. Bądź dla niego uprzejma. Muszę
przyznać, że byłam zakłopotana twoim zachowaniem.
Amy popatrzyła z wyrzutem na swą bezduszną rodzicielkę.
- Wcale nie zamierzałam cię kompromitować! - burknęła opryskliwie. -
Nie rozumiesz, że moje życie legło w gruzach? W takiej chwili życzysz
sobie, abym przy stole paplała o głupstwach?
- Będę zobowiązana, jeśli zechcesz to dla mnie zrobić - odparła chłodno
Cynthia.
- Nie wierzę własnym uszom!
- Prawdziwa dama potrafi się uporać z każdym problemem - przypomniała
Cynthia Allen. - Nasi goście byli zakłopotani twoim upartym milczeniem.
- A moje uczucia się nie liczą?
- Później możesz roztkliwiać się nad sobą do woli. Amy była wściekła,
ponieważ w głębi ducha od razu
przyznała matce rację. Nie wolno rozpamiętywać własnych niepowodzeń.
Trzeba dumnie podnieść głowę i stawić czoło przeciwnościom. Z powodu
zawodu miłosnego tak łatwo się nie umiera. Amy przypomniała sobie, że ma
opinię osoby twardej i nieustępliwej.
Postanowiła sobie, że przetrwa złe chwile, choć wiedziała, że nigdy więcej
nie ujrzy Chasa. Nauczy się ukrywać cierpienie, zaciśnie zęby, będzie
pracować dla innych. Oto właściwe podejście do sprawy - zgodne z
zasadami, które nakazują żyć uczciwie, mówić prawdę i walczyć z
przeciwnościami losu.
- Wybacz, że byłam taka podła - powiedziała z godnością. Cynthia
natychmiast poweselała.
- Pamiętaj, że bardzo cię kocham, córeczko.
- Nie potrafię się uporać z moimi problemami - przyznała żałośnie Amy.
- Nie ty jedna. - Pani Allen z rezygnacją pokiwała głową. Przez jakiś czas
w milczeniu krzątały się po kuchni. Nagle Cynthia oznajmiła z powagą:
- Jaka szkoda, że trzeba zasiąść do stołu. Nasza kochana Mitzie straci
połowę swego uroku. - Amy parsknęła śmiechem. Długo chichotała, nie
mogąc się opanować. Padły sobie w ramiona. Potem wytarły załzawione
oczy, umyły ręce, ochlapały twarze zimną wodą, żeby nieco ochłonąć, i
podały kolację.
Amy zmieniła sienie do poznania. Bawiła gości uprzejmą rozmową,
epatowała interesującą bladością i smutkiem w niebieskich oczach. Miles nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • razem.keep.pl